Zapach bzu i agrestu – Andrzej Sapkowski, „Ostatnie życzenie”

Z moich snów uciekasz nad ranem

Cierpka jak agrest, słodka jak bez

Chcę śnić – czarne loki splątane

Fiołkowe oczy mokre od łez…

(fragment Pieśni Priscilli z gry „Wiedźmin”)

 

Mam nadzieję, że fani Sapkowskiego nie wydrapią mi oczu (lubię moje oczy), ale kolejnych tomów nie przeczytam. Wiedźmin stał się swego rodzaju klasyką polskiej literatury fantasy, natomiast jedyną tego przyczyną, którą dostrzegam jest fakt, że Andrzej Sapkowski wymyślił zupełnie nową postać i dość beztrosko zdeformował tolkienopodobny świat elfów i wiedźm. Autor zaczynał, publikując opowiadania w czasopiśmie Nowa Fantastyka, na której łamach po raz pierwszy zaistniał Geralt z Rivii, białowłosy wojownik trudniący się (zawodowo) pozbywaniem się niewygodnych magicznych stworzeń. Ostatnie życzenie jest właśnie zbiorem takich opowieści, które przybliżają nam tę tajemniczą postać.

Andrzej Sapkowski posługuje się właściwie cały czas tym samym schematem:

a. pojawia się problem

b. pojawia się wiedźmin

c. wszyscy chcą, żeby wiedźmin rozwiązał problem

d. po czym wszystko się sypie, bo wiedźmin nagle wpada na genialną myśl, że prawdziwy problem leży zupełnie gdzie indziej, niż wszyscy się spodziewają!

Taaa-daam! Nie oznacza to, że wiedźmin pozbawiony jest słabych stron. Właściwie wszyscy je tu mają. Tak, bez wątpienia świat opisywany przez Sapkowskiego nie jest cukierkowy: spotkamy się tu z brzydotą, nieuczciwymi zagrywkami, uwodzicielskimi wiedźmami i wszechobecnym egoizmem graniczącym z głupotą. Poza tym nie w każdej bajce księżniczka zazwyczaj okazuje się być strzygą. W tym wszystkim Geralt sprawia wrażenie błędnego rycerza, z poważną miną wygłaszającego nad kuflem piwa przemowy dotyczące uczciwości albo honoru, ale też gorzkiej prawdy przemijania. Kontrastuje to z pokręconym, niewdzięcznym, ale w gruncie rzeczy rozpasanym i wygodnickim światem, w którym przyszło mu żyć i walczyć.

Zdecydowanie w Ostatnim życzeniu brakuje zaskoczenia. Czegokolwiek, co przygwoździłoby czytelnika do przewracanych stron, niewidzialną nicią przyszywając mu palce do okładki. Nie ma tutaj nic specjalnie odkrywczego, postacie mimo wszystko zlewają się, autor nie poświęcił też zbyt wiele uwagi konstrukcji świata. Zaczerpnął z wielu źródeł, polał wszystko magią, ugniótł w palcach i podmuchał, żeby szybciej zastygło. I zastygło, czyniąc bohaterów figurkami z gry komputerowej, rzucających nic nie znaczące zaklęcia albo wymachujące mieczami.

Jeśli sny Geralta przypominają opowiadania z jego udziałem, nie dziwię się, że Yen ucieka z nich nad ranem. Też bym nie wytrzymała.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s