Smak szampana i zniewalający uśmiech – Scott Fitzgerald „Wielki Gatsby”

Tylko uwaga, bo upić się tutaj można tylko i wyłącznie białogruszkowym szampanem; wszystko inne z okrutną i bolesną rzeczywistością na czele trzeźwo i bezceremonialnie wryje się w umysl czytelnika.

No, może odrobinkę przesadziłam – zanurzając się w papierosowym dymie można równie dobrze zapomnieć, o czym właściwie jest to historia.

Od kiedy Nick pojawia się w West Egg, przypomina dom, w którym mieszka: wciśnięty pomiędzy bogate wille, doskonale zdając sobie sprawę, że nigdy nie będzie do nich podobny. Staje się obserwatorem i powiernikiem losów, które trwają albo już się dokonały. Historia Wielkiego Gatsby’ego rozgrywa się na płaszczyźnie par. Daisy, Gatsby, Tom, Nick, Jordan, pan i pani Wilson. Tak, umiecie dodawać – liczba graczy jest idealnie nieparzysta. Narrator od chwili spotkania ze swoją kuzynką zostaje zamieszany w ciąg zależnych od siebie releacji, a także spraw, nad którymi niczym duch unosi się ujmująco uśmiechnięty Jay Gatsby.

Pozornie mamy tu do czynienia po prostu z romansem. Ona, on, inny on… a jednak Wielki Gatsby jest analizą ludzkich zachowań prowadzących do związku lub go kończących. Autor bada, jak bogactwo i pozycja, ale także tajemniczość i urok osobisty wpływają na decyzje bohaterów. Poza tym jest to właściwie opowieść o szczerości – szczerości w świecie przypominającym przyjęcia urządzane przez Gatsby’ego: tłumnym, hałaśliwym, pijanym, walczącym o darmowy posiłek czy kilka chwil w czyichś objęciach. Bardzo często nieważne, w czyich.

Cieszę się niepomiernie, że autorem Wielkiego Gatsby’ego jest mężczyzna. Owszem, znajdą się tu sugestie, że kobiety nie są zdolne do stałości i uczciwości, a także, że zależy im wyłącznie na pieniądzach. Jednak to dzięki męskiemu spojrzeniu narrator opisuje Gatsby’ego dość sucho, nawet jeśli przyznaje, że mężczyzna zrobił na nim wrażenie. I może dzięki temu książka nie powala objętością 😉

Ponadto Fitzgerald pozwala sobie na wprowadzenie miękkiej poezji w opisy. Nie przesadza, nie przeciąga struny – po prostu czyni każdą scenerię oryginalną, konwersację zabarwioną humorem albo drugim dnem. To naprawdę miłe uczucie, czytać, jak ktoś nie boi się używać ładnych określeń – i robi to dobrze.

Przerażająca jest przebijająca z kart powieści samotność. Zbyt okrutna i bezpośrednia, żeby pomylić ją z czymkolwiek innym. Pochłania dusze i ustępuje tylko jeszcze większemu niż ona egoizmowi – ale przecież egoizm również prowadzi, prędzej czy później, do samotności…

Gdy sięgniecie po Wielkiego Gatsby’ego, musicie zgodzić się pójść na przyjęcie, które zorganizował. Nie martwcie się, nie potrzebujecie zaproszenia. Wmieszajcie się w tłum, możecie nawet umoczyć wargi w gruszkowobiałym trunku albo zatańczyć powściągliwego fokstrota. Ale wciąż obserwujcie – to, co ukrywa się pod uśmiechami, w kieszeniach garniturów, w rzucanych ukradkowo spojrzeniach, w nieotwieranych pokojach, pod warstwą kurzu albo tuż pod taflą wody. Bo może człowiek, z którym właśnie rozmawiacie to Jay Gatsby.

Tylko czy na pewno Wielki? Uśmiechnie się i nie potwierdzi, ale i nie zaprzeczy. Uniesie tylko kieliszek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s