Śmierć jest także wielką przygodą – James Matthew Barrie, „Piotruś Pan”

Kiedy dzieci przymykają oczy, widzą. Dorośli otwierają oczy szeroko, mrugają, przecierają, ale nie widzą. Dlatego często mylą świat dziecięcej duszy z ogrodem wypełnionym kwiatami z cukru. A ten świat jest przecież wyspą, mieniącą się w słońcu, pełną przygód i śmiechu, ale i okrucieństwa i egoizmu: tak samo, jak umysły chłopców i dziewczynek. A gdy wyspa zbytnio się przybliży, może wypaść z niej chłopiec, który nigdy nie dorósł.

Piotruś Pan (w oryginale Piotruś i Wendy) po raz pierwszy w znanej nam postaci ukazał się w 1911 roku. W wyobraźni James Barrie skrystalizował się (a raczej wyskoczył, gdy jego Nibylandia akurat przepływała nad Szkocją) o wiele wczesniej, stając się bohaterem opowieści dla synów Sylvii Llevelyn Davies. Barrie w ogóle miał naturę bajarza: ponoć opowiadał historie nawet córkom ówczesnego księcia Jorku. Widać to doskonale w książce, co więcej, często ma się wrażenie, że opowieść zmienia się, upłynnia pod wpływem małych słuchaczy. James Barrie tworzył sztuki teatralne i pisał powieści, dlatego też Piotruś zaczął unosić sie na scenie teatru, wprawiając w zachwyt dzieci i dorosłych, po czym zanurkował między kartkami książki, prężąc się dumnie i odsłaniając wszystkie mleczne zęby. Jaki jestem sprytny! – piał z zachwytu. A autor kryje twarz w dłoniach, zawstydzony zachowaniem swojego bohatera.

Czytanie Piotrusia boli. To piękna i barwna opowieść, w której można się na chwilę zatracić, ale z każdą kolejną lekturą nie można opędzić się, jak od wróżek, od okrutnej prawdy. W historii Barriego dzieci są niewinne i bez serca, egoizm Piotrusia obiega całą wyspę na równi z jego pianiem, niezachwiana wiara w zawsze otwarte okno czyni Wendy i jej braci nieczułymi na rozpacz rodziców. Ta historia jest pełna niedopowiedzeń, stwierdzeń, które zmuszają nas do bolesnego tłumaczenia samych siebie i wstydu za książkowe postacie – jednocześnie mając świadomość, że zachowujemy się tak samo.

Piotruś jest uosobieniem tego dziecięcego okrucieństwa. Brak mu odpowiedzialności, to, jak zapomina nie tylko o przeżytych przygodach, ale i o ludziach – bez względu na to, czy byli jego przyjaciółmi, czy śmiertelnymi wrogami – przeraża i uświadamia, jak w rzeczy samej niewiele się liczyli wobec zabawy i nowości. Jego egoizm i zarozumiałość są piętnowane przez autora, ale mimo wszystko zagubione dzieci bez wahania oddają się pod jego komendę. Bo jest rzeczywiście coś ujmującego w tym chłopcu, który nigdy nie dorośnie i potrafi latać…

Nigdy nie patrzyłam na Wendy i Piotrusia w ten sposób, jak przez te dwa dni. Uderzyła mnie świadomość, że Wendy musiała dorosnąć, żeby Piotruś mógł pozostać wiecznym chłopcem. Tym bardziej boli jej wygnanie. Gdy spoglądam, ukryta w bezpiecznym cieniu podziemnej kryjówki, jak bawią się w dom, w dorosłych, w mamę i tatę, widzę to, co oni widzieli na co dzień. To, jak powtarzają pewne gesty, które na Nibylandii nie mają racji bytu, ale dla nich stanowią esencję dorosłości.

Różnica pomiędzy nim a innymi chłopcami polegała na tym, że oni wiedzieli, że to wszystko się dzieje na-niby, a dla niego na-niby i na-prawdę znaczyło dokładnie to samo.

Prawie też rozumiałam Blaszanego Dzwoneczka, która płonęła z zazdrości o Piotrusia. Barrie odmalował tu lśniący obraz kobiecości, kobiecości skrajnej (wyjaśnia, że wróżki są tak małe, że nie ma w nich miejsca na więcej niż jedno uczucie na raz) i zaborczej. Z kolei Wendy próbuje być matką, pragnie tego, a z drugiej strony wciąż jest małą, naiwną dziewczynką.

Każdy bohater odsłania nam maleńki kawałek Nibylandii, która przecieka przez nasze sny. Hak, uwięziony w niewoli dobrych manier, dumni Indianie, rozpaczliwie łaknący szacunku pan Darling i jego wirująca, prześliczna żona… Całe takie wyspy są w każdym z nas – zresztą sam Barrie zdradza, że na co dzień mijamy wielu Zagubionych Chłopców.

Piotruś Pan zawsze przywodzi mi na myśl cudowny film w reżyserii Marca Forstera Finding Neverland (Marzyciel), z niezapomnianą muzyką autorstwa Nicka Ingmana i Jana P. Kaczmarka. To historia pisarza i jego przyjaźni z rodziną Daviesów, opowieść o miłości, dzieciństwie, stracie i poszukiwaniach krain, co do których wszyscy próbują nam wmówić, że nie istnieją. Film jest jasny, pełen poruszających scen, przypominających wędrówkę po tych wszystkich zakamarkach wolnych popołudni i poranków, gdy wiatr wznosił latawce, a psy umiały tańczyć.

Czasami chciałabym stanąć na parapecie i poczuć we włosach oddech nocy. Oderwać się od ziemi i pofrunąć – druga ulica na lewo i prosto, aż do poranka. Przeszywa mnie dreszcz, ale potem uświadamiam sobie, że wystarczy wierzyć. Wystarczy pamiętać.

A jeśli się zapomina, można klasnąć w dłonie.

Cytaty pochodzą z książki Jamesa Matthewa Barrie „Piotruś Pan” w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego

Autor: James Matthew Barrie

Tytuł: Piotruś Pan (Peter and Wendy)

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza GMP, Poznań 1990 r. (wydanie czwarte)

Tłumaczenie: Maciej Słomczyński

Ilustracje: Jerzy Srokowski

Jedna uwaga do wpisu “Śmierć jest także wielką przygodą – James Matthew Barrie, „Piotruś Pan”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s