Nigdy mnie nie dotykaj – Hanya Yanagihara, „Małe życie”

Wyobrażając sobie życie jako lepką krew przelewającą się z niedosłyszalnym chlupotem przez żyły, rzeczywiście może ono wydać się małe. Łatwe do zranienia, wymieszane z ropą, przeciskające się przez tętnice, o różnym odcieniu i nasyceniu tlenem. Ale zawsze w obrębie jednego organizmu: bo jeśli wydostanie się na zewnątrz, to nazywamy to raną.

Małe życie pochodzącej z Hawajów amerykańskiej pisarki Hanyi Yanagihary (nie jest to jej debiut – People in the Trees ma się pojawić w tym roku, ale będę raczej omijać jak zarazę) to nie książka. To opakowanie żyletek, razem z chusteczkami nasączonymi spirytusem i instrukcją obsługi. Już od początku między nami się nie układało – gdy wlokłam ją ze sobą w torbie przez pół miasta, milczała z urażoną godnością. Nie chciała jeździć ze mną autobusem. Nie lubiła, zupełnie jak Jude, wchodzić po schodach i miałam wrażenie, że odczuwa przy tym autentyczny ból (cały czas o tym zapominałam, więc później chciałam ją nawet przeprosić… ale tego nie zrobiłam). Gdy ją otwierałam, prawie czułam jęk wyginanego grzbietu. Wielokrotnie warczałyśmy na siebie, gryzłyśmy się, aż w końcu pozwoliłam jej się truć. I tak przez siebie przebrnęłyśmy.

Małe życie to opowieść o przyjaźni czterech młodych (a później coraz starszych) mężczyzn – Willema, Jude’a, Malcolma i JB. Przypomina swoistą galerię obrazów i szkiców ich losów, pocztówek bez adresów – nieco nieuporządkowane, miejscami bolesne, kiedy indziej pełne dumy i radości. Jednak wśród wszystkich historii krąży ta jedna, która wyjątkowa jest przez to, że nigdy nie została opowiedziana. Gdy w życiu jednego z nich dojdzie do katastrofy, ich oczy rozlepią się i zaczną szukać, kopać głębiej – a niektóre potwory bynajmniej nie chcę zostać znalezione…

Książka, mimo tego, że wywleka przeróżne tematy tabu: tego narzucanego przez społeczeństwo, naszych bliskich, a wreszcie i nas samych, ślizga się po obrzydliwości i okrucieństwie, jest bardzo plastycznie napisana. Ciężko znaleźć w niej pojedyncze cytaty, które chwytają za gardło i język – autorka buduje całe sceny, które zalegają nam w umyśle i powoli rozbrylają się na czynniki pierwsze. Język jest przejmujący i niesamowity, tak, że doskonale chwytamy obrazy i iluminacje. A kiedy nagle sytuacja rozorze ci mózg i ciachnie po sercu, książka tylko uniesie lekko brwi i zapyta: ale co ja takiego powiedziałam?

Liczyłam: wyrażenie „małe życie” pojawia się dwa razy, w kontekście dwóch różnych osób. Bo życie zaczyna się i kończy dokładnie raz. Dopiero po połknięciu ‚dziesięciu stron przekonałam się – przyciskając pokaleczony język do wewnętrznej strony policzka – że na każdą sytuację trzeba patrzeć jednocześnie poprzez nią. Bo każdy z nas ma swoje żyletki i tnie się na swój własny sposób. Bo każdy z nas patrzy na najbliższych sobie, jak się krzywdzą, i nic nie może na to poradzić. Bo każdy z nas ma historię, której boi się opowiedzieć.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Małe życie” (Hanya Yanagihara)

2 uwagi do wpisu “Nigdy mnie nie dotykaj – Hanya Yanagihara, „Małe życie”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s