Pozbierane na dłoń okruszki – Kazuo Ishiguro, „Okruchy dnia”

W moim życiu (ignorując fakt, że książkę wydano w 1989 roku, a Emma Thompson wcieliła się w Miss Kenton dopiero cztery lata później) to film The Remains of the Day poprzedza powieść. Ale dopiero słowo pisane odkryło przede mną tę spokojną, pozbawioną wykrzykników opowieść o życiu w cieniu i garniturze. Życiu zamkniętym w domu wielkim jak cały świat.

Stevens jest wykwalifikowanym kamerdynerem służącym w domu niegdyś należącym do angielskiego lorda. Po przejęciu posiadłości przez Amerykanina, wyrusza w podróż pośrednio związaną z uregulowaniem spraw służby. Zmienia się ona jednak w wędrówkę poprzez wspomnienia, z których wyłuskuje drobne okruchy – a z nimi miłość, rozczarowanie, poświęcenie, godność…

Pierwszy raz z definicją angielskiej służby spotkałam się w (nawiasem mówiąc, świetnie napisanej) Autobiografii Agathy Christie. Służący w Anglii wykonywali nie tylko wymagającą odpowiedzialności i wysokich kwalifikacji pracę, ale byli niedostępnymi i godnymi szacunku filarami dbającymi o dom. W Okruchach dnia to wrażenie wyobcowania i całkowitego oddania się sprawom chlebodawcy jest wręcz druzgocąco silne. Z wypowiedzi narratora przebija świadomość tego, kim jest i czego się od niego oczekuje. Ku mojemu przerażeniu – brak mu świadomości czegokolwiek innego.

To poruszająca opowieść o człowieku, który wypełnia serce jednym zadaniem, wykonuje je z pasją, ale pozostaje z pustką, której nic nie jest w stanie wypełnić. Ale to także studium uczucia, któremu nie pozwala się zakwitnąć. To próba ustalenia definicji godności. To pytanie o ludzką indywidualność i prawo do popełniania własnych i cudzych błędów. Zachwyciła mnie prostotą, która spowija każde zdanie i należy je z niej odplątywać jak z pajęczyny – bo to, co jest prawdą dla bohatera, często jest nie do przyjęcia dla mojego umysłu.

Nazwisko pisarza od razu przykuwa wzrok – Kazuo Ishiguro przyszedł na świat w Nagasaki, skąd wraz z rodziną wyjechali, gdy chłopiec miał pięć lat. Żyjąc w Anglii, planowali powrót – dlatego Ishiguro (co, nawiasem mówiąc, może znaczyć skała albo czarny) zaznajomiony był z tradycją i językiem Japonii, do której zawitał jednak dopiero około trzydziestu lat później. Mimo to w jego książkach – co on sam również podkreślał – w ogóle nie można tego wyczuć. Powieść Okruchy dnia jest na wskroś brytyjska, a przedstawiona w niej mentalność Anglików tak wiarygodna, jakby jeden z kamerdynerów pozwolił pisarzowi pozwiedzać swój umysł.

Stevens przekonany jest, że z roli kamerdynera wyjść można tylko i wyłącznie w chwili całkowitego odosobnienia. Dlatego jest człowiekiem, który myli godność z samotnością. I w pewnej chwili zostaje sam. Widzę go, jak wpatruje się w światła i rozchyla dłoń pełną okruszków. Zaraz przylecą ptaki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s