Pół łyżeczki zapachu kuminu – Shirin Kader, „Zaklinacz słów”

Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że kumin to inaczej kmin rzymski. Oczywiście nazwa nie zmienia smaku, ale jest w stanie wywołać w mózgu wrażenie tak trudne do zdefiniowania, jak zapach tej przyprawy. A to dopiero początek podróży…

Zjawiałeś się jako emir, dżinn albo ubogi fellach w tej wielkiej wypożyczalni życiorysów zwanej teatrem.

Shirin Kader, Zaklinacz słów (moje pogrubienie)

Zaklinacz słów to szkatułkowa opowieść przypominająca współczesną adaptację Baśni z 1001 nocy: tylko tutaj mamy studentkę i tajemniczego Gabriela, aktora głosu, którzy mieszkają w Londynie i ze smakiem absorbują kulturę arabską. Ale nie tylko – przede wzystkim poszukują historii. On – żeby je opowiedzieć, ona – żeby je zapisać. Patrzą na świat i dzielą się wrażeniami, zapachami i smakami (smaków jest tu naprawdę sporo, w końcu autorka prowadzi lokalik gastronomiczny), ale Ninę zaczyna dręczyć tajemnicze przeczucie, że Gabriel coś przed nią ukrywa…

Książka zdecydowanie opiera się na impresji. Przesiąknięta jest niebieskością, autorka cudownie opisuje sny i tworzy atmosferę zaduchu w arabskich wonnościach. Przypomina to wędrówkę ulicą, gdzie każdy przedmiot czy osoba są pretekstem do opowiedzenia baśni. I o ile sama idea bardzo mi się podoba, Zaklinacz słów jest fabularnie okaleczony: gubi się czas i miejsce akcji, a gdy wyjaśnienia zdają się niezbędne, z woreczka wyfruwają karty do tarota. Chyba nie muszę podkreślać, że jest to dość tani wybieg i krzywdzący opowieść.

Co jeszcze zirytowało mnie w Zaklinaczu…? Dyskusje o wierze i emigracji. Nie pojawiają się tutaj jako subtelne aluzje, nie są częścią opowieści: zawsze są efektem kłótni i nic nie wnoszą, poza tym przedstawiają dość pokruszony obraz wierzeń i podań, po czym zlepiają je w jeden sparodiowany obrazek.

Zanim zaczęłam czytać Zaklinacza…, poczytałam o nim, poszukałam recenzji. Zachwycano się jego baśniowością, wędrówką, którą można przez jego strony odbyć. Rozczarowałam się, ale nie do końca – bo coś z tej podróźy na latającym dywanie pozostało i sprawia, że chciałabym z większą uwagą obserwować codzienność moich ulic i moich baśni. Nawet, jeśli jest to tylko zapach kuminu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s