Gęsta smuga czekolady – Nino Haratischwili, „Ósme życie”

Ósme życie po raz drugi wślizgnęło się w moje ręce, gdy czas oczekiwania na stacji Warszawa Zachodnia na pociąg do Naszej Części Świata postanowiłam spędzić w dworcowej księgarni. Pochłonęłam pierwsze sto stron jak pudełko rozpływających się w ustach czekoladek – i chciałam jeszcze…

Nazywam się Nica. To imię zawiera słowo ca, które w moim ojczystym języku znaczy „niebo”. Może moje dotychczasowe życie było szukaniem tego nieba, które jeszcze przed moim urodzeniem dano mi na drogę jako obietnicę.

Nica musi obudzić się z letargu, gdy powierzona zostaje jej nietypowa misja odnalezienia siostrzenicy, która odmawia powrotu do domu, bo zmierza do Wiednia. Do Wiednia! To miasto jest tak odległe od wszystkiego, o czym rodzina Laszich mogłaby kiedykolwiek śnić, że kobieta postanawia zabrać Brilkę w zupełnie inną podróż. Zaczynają wędrówkę wgłąb Rosji, w zaułki Gruzji, przebiegają przez historię, by dotrzeć do korzeni. Podróż rozpoczyna się od prababki Stazji, która chciała zostać baletnicą, a zmierza do obciętej na boba dziewczyny, która z oddaniem tańczy tańce kaukaskie. Ósme życie to saga kobiet, których życie nie było proste… ale było na swój sposób piękne.

Moja siostra nazywała się Daria. Jej imię zawiera słowo aria, „chaos” – rozwalanie i przewracanie wszystkiego do góry nogami, bałaganienie i nieodstawianie na miejsce. Jestem jej zobowiązana: jej chaos zobowiązuje mnie, bym szukała w nim swojego nieba.

Pierwszy raz z „Ósmym życiem „spotkałam się tego dnia, gdy planowałam zdobycie „Małego życia”. Korzystając z okazji, szukałam czegoś jeszcze. „Ambitnego” – i pani w księgarni poczuła się zobowiązana mi pomóc.

Cóż, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że „Małe życie” to nie „Ósme życie”. Tym razem opowieść przebiega przez historię kraju, przypomina rozmowę utkaną ze wspomnień i wrażeń, a także – co jest niezwykłe w tej powieści – przenika i zmienia narratorkę. Każde słowo jest wyważone, a jednak naturalne, przez co niezwykle subiektywne i czasem musiałam odsunąć książkę kilkanaście centymetrów od oczu i zastanowić się, co właściwie ja o tym myślę. W trakcie lektury nie da się uniknąć pytań o przeznaczenie i o to, jak wiele z naszych przodków nosimy w sobie.

Styl książki jest niezwykle łatwo przyswajalny. Autorka w kilku zdaniach jest w stanie stworzyć niezapomniany klimat i nie musi uciekać się do sztucznie nadmuchanych frazesów. Co więcej, zachwyciło mnie to, jak splecione są fakty historyczne i szczegóły z życia rodziny. Rok narodzin dziecka może być dniem klęski narodowej. Uświadomiłam sobie, że mimo wielkich dat w kalendarium ludzkości dla każdego z nas i tak zwykłe chwile i wydarzenia rozgrywające się w tak dobrze znanych domach mają równie wielkie (jeśli nie większe) znaczenie.

Może po prostu chodzi jednak o Brilkę. O Brilkę, której imię w języku mojego dzieciństwa nie znaczy nic. Której imienia jeszcze nie opisano i które nie stygmatyzuje. O Brilkę, która sama nadała sobie to imię i tak długo się upierała, żeby ją tak nazwać, aż wszyscy zapomnieli, jak nazywa się naprawdę.

I to poszukiwanie siebie, własnych korzeni i próby oderwania się od nich pociągały mnie w tej książce. Gorąco polecam tym, którzy chcieliby przeżyć – chociaż przez kilkanaście dni – jeszcze inne, ósme życie o smaku lemoniady z estragonu. A może gorącej czekolady…

Cytaty za: Ósme życie, Nino Haratischwili, wyd. Otwarte, Kraków 2014

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s