Trzy razy Lew(is)

Zamykam oczy. Na policzku czuję miękko-szorstkie głaskanie rękawów, nos i usta wypełnia mi zapach naftaliny. Wyciągam przed siebie rękę – i ta chwila, tuż przed dotknięciem tylnej ściany szafy jest przepojona radosnym oczekiwaniem.

Bo może tym razem poczuję ostre igły gałęzi.

20170727_182840-01-01

 

Narnia jest jednym z najpiękniejszych literackich światów, jakie kiedykolwiek powstały. Opowieści…, czytane w dzieciństwie, tak naprawdę nie przestają przenikać i rozkwitać w duszy pomimo upływu czasu. Jednak oprócz przygód, odmalowanych jednocześnie baśniowo, jak i realistycznie (co się stanie, jeżeli umrzesz tu, w Narnii?), pomiędzy stronami rozgrywają się inne bitwy, wędrówki i rozmowy. Te, które poprzedziły zasadzenie Latarnii i wędrówkę do Krainy Młodości. Te, które Clive Staples Lewis nosił w sobie: swoje rozterki, ateizm, wiarę, nadzieję, rozpacz, poszukiwanie.

Nie można bez przerwy bronić prawdy – musi być też czas na to, aby się nią karmić.

Zacznę od książki spoza świata po drugiej stronie starej szafy, a dokładnie Rozważań o psalmach. To była moja pierwsza „teoretyczna” publikacja Lewisa (wcześniej, oprócz narnijskich kronik, czytałam tylko genialnie skonstruowane Listy starego diabła do młodego). Z każdym rozdziałem coraz wyraźniej dostrzegałam, z jak oczytanym i zafascynowanym literaturą człowiekiem mam do czynienia.

20170727_194756-01.jpeg Baśnie i historie, mity i legendy, wspomnienia i przyszłość – to wszystko w nim żyło, chciało być opowieścią. I chciało być opowiedziane zwyczajnie, słowami Lewisa. Rozważania o psalmach wyróżniają się na tle podobnych opracowań (bo przecież wszystko i tak sprowadza się do Słowa) przede wszystkim zachwytem – nad chwilą, nad linijkami tekstu, o którym pisze autor. Psalmy napełniają go prawdziwą radością (inna publikacja Lewisa, Zaskoczony radością*, najlepiej oddaje wrażenia towarzyszące lekturze: sami zaskoczeni jesteśmy faktem, że chrześcijaństwo jest w gruncie rzeczy religią radości).

Kolejne dwie pozycje, Zew Aslana i Przewodnik po Narnii są publikacjami, które oczywiście nie wyszły spod ręki Lewisa, ale mówią o jego życiu i twórczości. Już od jakiegoś czasu rozglądałam się za opracowaniami, które nie byłyby suchą biografią lub zapisem korespondencji… i cóż, te dwie książki nie są, jednak zdecydowanie oczekiwałam po nich więcej…

Przewodnika… naprawdę warto przeczytać… pierwszy i ostatni rozdział, czyli odniesienia biograficzne i to, jak na pisarza wpłyneły wydarzenia z jego życia, a także na jakich osobach mogły być wzorowane niektóre postacie z Narnii. W pozostałych rozdziałach wiedzy jest niewiele, autor lubi się powtarzać. Co więcej, jeżeli naprawdę uważnie przeczytało się siedem tomów Opowieści z Narnii (i to po kilka razy!), to bez trudu można było się samemu domyślić większości „ciekawostek”.

Zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu Zew Aslana – głównie ze względu na fakt, że o wiele większy nacisk położono na odniesienia do chrześcijaństwa i odkrywania  Biblii w opowieści o Lwie, synu Władcy-zza-Morza. Krótko i przystępnym językiem pochylono się nad każdym tomem. Mimo to gryzła mnie świadomość, że Zew… przypomina raczej pogadankę dla dzieci i szkolny konspekt, niż publikację literaturoznawczą… ale może o to chodzi? O to, że do świata Narnii zaprasza się właśnie dzieci?

G. K. Chesterton w swojej książce Ortodoksja mówi o tym, że dzieci zazwyczaj nie nużą się znajomym doświadczeniem. W tym sensie uczestniczą one w Bożej energii i żywotności: On nigdy się nie męczy, mówiąc słońcu, by wstawało każdego ranka.

Lektura tych dwóch książek nasunęła mi pewną refleksję o baśniach. Lewis powiedział, że skierował Opowieści z Narnii do dzieci, bo tak właśnie powinna zostać ta historia opowiedziana. I zauważyłam, że być może na tym polega też urok tej czarodziejskiej historii: na snuciu opowieści.

Nawet patrząc na książki, które akurat są na mojej czytelniczej liście albo po prostu na biurku nie mogę nie zauważyć, że snucie opowieści jest raczej praktyką zapomnianą. Coraz częściej są to pigułki opowiadań, kolaże, czasami zlepki wrażeń albo wręcz przeciwnie, rwący potok akcji. Lewis zaprowadził mnie do lasu, gdzie przygody płyną jedna po drugiej, gdzie każdy wybór jest powiązany z działaniem, a opisy przyrody i zwierząt (Lewis uwielbiał zwierzęta!) ubarwiają ten świat i budzą go, jak wiosna po niekończącej się zimie. Bo po Narnii trzeba wędrować – na tym też polega wolność.

Narnia żyje w każdym, kto ją przeczyta. Słowa Lwa przenikają do naszych dusz, powodując trzepotanie serca – nawet jeśli będą to słowa, że już się do Narnii nie powróci. Czytając Opowieści z Narnii, a nawet m y ś l ą c o nich czuję dziwną radość i tęsknotę – i myślę, że tak właśnie wygląda czekanie na koniec świata.

Albo na początek.

* Oryginalny tytuł brzmi: Surprised by Joy – i nie potrafię nie myśleć o żonie Lewisa, Joy, o której być może i on myślał w swoich najszczęśliwszych chwilach. I ta radość, nawet przesycona bólem, nigdy w pisarzu nie umarła…

Cytaty za: Rozważania o psalmach, Clive Staples Lewis, wyd. Esprit, Kraków 2011; Przewodnik po Narnii, Colin Duriez, wyd. M, Kraków 2005; Zew Aslana, Mark Eddy Smith, wyd. Esprit, Kraków 2006

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s