Zawsze pod ręką… – Margaret Atwood, „Opowieść podręcznej”

Jeżeli czytasz ten artykuł, masz niesamowite szczęście. Nikt Ci nie zamazał liter przed oczami, nikt nie zagląda Ci przez ramię. Nikt nie zabrania Ci czytać.

Freda nie ma aż tyle szczęścia.

Kobiety walczyły o swoje prawa – mówią oczy Fredy. – Aż pewnego dnia stwierdzono, że ich świat rzeczywiście pełen jest ucisku i niesprawiedliwości. Wtedy rozległy się strzały. Wtedy pojawiły się kolory, jak w dziecięcej kolorowance: niebieski, zielony, czerwony. Czerwony to Podręczne. Czerwony to reprodukcja. Czerwony to brak własnego życia. Czerwony to ja.

Opowieść podręcznej to znowu raczej literatura wizji. Mamy tutaj świat, w którym zdrowe dziecko jest najwyższym dobrem, więc rola kobiet sprowadza się do płodzenia (z kim – to już ma mniejsze znaczenie) potomstwa. Gwałt, nieposłuszeństwo, aborcja – to wszystko zostało naznaczone i ukarane, nawet po latach – bo takie okrucieństwo przecież się nie przedawnia… Jednak kobiety nie są w tym świecie szczęśliwe. Ich istnienie staje się nieustannym pochylaniem głowy, a każde spojrzenie w górę – to nadzieja na pętlę, która jakimś cudem zwiesiłaby się z nieba…

Wczoraj skończyłam Opowieść podręcznej, a dzisiaj stwierdzam, że mi się nie podobała. Że porównanie jej z Orwellem jest na wyrost. Że zabrakło mi dobrze skonstruowanego zakończenia (mam wrażenie, że autorka pod pozorem „pozostawienia miejsca na refleksję własną czytelnika” uchyla się od odpowiedzialności za swoje słowa). Że obraz kobiety jest spaczony, nieuczciwy, że pokazana jest jako boerna i mdła, ale nie ze względu na własną słabość, ale brak wartości jako takiej. Tak, jakby Atwood stwierdzała, że gdyby umieścić kobietę w tak przerażającym środowisku, podda się bez walki, jakby właśnie do tego byoa ostatecznie stworzona.

To, co od razu rzuca się w oczy w trakcie lektury Opowieści podręcznej to nieustanne pobudzanie zmysłów. Język powieści jest cielesny, biologiczny, naszpikowany wrażeniami. Dawno już nie czytałam książki, która aż tak przywodziłaby mi na myśl akt (i nie chodzi tylko o odniesienia do nagości). Dla Fredy wszystko jest do dotknięcia, do posmakowania, do pochłonięcia – nawet, jeżeli ona nie jest w stanie wyciągnąć dłoni po cokolwiek poza koszykiem na zakupy. Jej porównania są niezwykle trafne: czy czuliście się kiedyś jak cukrowa wata: cukier i powietrze?

Najbardziej w książce Atwood mierzi mnie bierność. Czytając Orwella, czytelnik czuje strach (zwłaszcza jeżeli na okładce jest fragment obrazu Beksińskiego i co wieczór trzeba ją odwracać notą od wydawcy do góry, żeby się w nocy koszmary nie śniły). Tutaj czuje tylko niezrozumiałe obrzydzenie, wstręt. I chociaż sytuacja jest tragiczna, chociaż bunt właściwie niemożliwy – kobiety się poddały. Od razu.

A ja wierzę, że każdy człowiek jest zdolny do walki. Pragnie walki.

Czerwona jest również krew. Czerwone jest również serce.

Cytaty za: Opowoeść podręcznej, Margaret Atwood, wyd. Wielka Litera, Warszawa 2017 (po raz pierwszy powieść ukazała się w 1986 roku, ale czytając, wcale się tego nie czuje… co idzie na duży plus dla autorki)

7 uwag do wpisu “Zawsze pod ręką… – Margaret Atwood, „Opowieść podręcznej”

  1. Cieszę się, że trafiłaś do mnie, bo ja mogłam trafić do Ciebie 🙂 Masz rację, ta bierność była może na wyrost, ale trudno przecież walczyć o sobie, kiedy do człowieka celują. No i w finale (nie piszę o tym przyszłościowym rozkładzie treści „Opowieści…” na czynniki pierwsze, ale o finale losów Fredy) mamy jednak tę namiastkę walki; może spóźnioną, może słabą, ale jednak 🙂

    Nie wiedziałam, że historia jest porównywana do Orwella – może i lepiej 🙂

    Bardzo podobała mi się Twoja recenzja, bo chociaż nasze odczucia „po” mocno się różnią, to jednak jestem w stanie zrozumieć Twój punkt widzenia. No i pozostaje mi dodać, że taka właśnie powinna być literatura; musi wzbudzać emocje (nawet negatywne), zmuszać do refleksji (tego tu nie brakuje) i działać na każdego w jakiś sposób, a że każdy jest inny, wiadomo – różne będą te emocje „po” 🙂

    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. Cieszę się 🙂 walki mi zdecydowanie zabrakło, nie usatysfakcjonowała mnie końcówka. Nie mówię, że musiałaby to być walka zwycięska – ale podjęta w obliczu takiego koszmaru znaczyłaby wystarczająco dużo. I jakoś wierzę, że nawet „kiedy do człowieka celują” zawsze ma się wybór.

      Z pewnością „Opowieść…” jest tematem do dyskusji i super było skonfrontować opinie 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s