Zsiniałe stopy, zgrabiałe ręce – Cormac McCarthy, „Droga”

Stare dworce zasadniczo niewiele różnią się między sobą. Podobny, stęchły zapach, płytki pod podeszwami butów i półmrok, wśród którego można wyłowić kasy biletowe, piekarnie z bułkami lepiącymi się od lukru i much, ale i podłużne stoły wyładowane książkami kieszonkowego formatu, drukowanych na cienkim papierze, o niesłyszanych na co dzień tytułach. Dziecko, które już umie coś więcej niż czytać, może sięgnąć po powieść, na której mężczyzna trzyma za rękę chłopca. Może usłyszeć, że ta historia jest dla niego zbyt przerażająca. Może ją bez słowa odłożyć.

Tamtego miejsca już nie ma, a dziecko urosło. I pewnego razu o trzeciej nad ranem wędrowało Drogą.

Droga została uhonorowana nagrodą Pulitzera w 2007 roku, a jej autor, Cormac McCarthy (a raczej Charles McCarthy), jest autorem paru pozycji mówiących o wędrówce, dojrzewaniu i okrucieństwie. The Road dedykowana jest jego synowi, a w jednym z wywiadów wyznał, że mówi w niej także o rodzicielstwie. Bo ta historia to opowieść o ojcu i synu. Była kiedyś matka (one zawsze są), ale już jej nie ma. Chłopiec nie pyta: Tatusiu, dlaczego jej z nami nie ma. Ważniejsze jest wiedzieć, gdzie jest, ale to bardzo, bardzo trudne pytanie. Idziemy. Dobrze.

Wędrują drogą, nawet nie pisaną dużą literą, bo i tak istnieje tylko jedna droga. Chociaż to nie znaczy, że nie można się na niej zgubić. Zgubiliśmy się? Nie. To nieprawda. Czyli zgubiliśmy się? Tak.

Świat zastygł, jak plama roztopionego asfaltu, który zlepił się z czyimś policzkiem. Są rzeki, wściekłe wodospady i nawet ocean. Ale przede wszystkim jest ciemno. I jest głód. Umrzemy teraz? Nie. Ale nie mamy nic do jedzenia. Coś znajdziemy. Zawsze znajdowaliśmy.

W którą stronę skręcają zagubieni ludzie? Może to zależy od półkuli mózgowej. Albo prawo- lub leworęczności.

Wbrew pozorom powieść jest bardzo trafnie określana jako delikatna (NYT). Na pokrytej popiołem scenie jest niewielu bohaterów, podział rodem z westernów (który to gatunek, swoją drogą, dość silnie naznaczył twórczość McCarthy’ego) – na dobrych i złych ludzi. A my, tatusiu, jesteśmy dobrzy ludzie? Tak. I nie zjadamy innych ludzi? Nie. Nawet, jak będziemy bardzo głodni?

Bardziej niż opowieść o drodze, jest to historia relacji ojca z synem. Próba wypowiedzenia wszystkiego, co chciałoby się drugiej osobie przekazać w postapokaliptycznym świecie. W trakcie drogi, z której nie ma odwrotu. Często trzeba być bezlitosnym, a jeszcze częściej patrzeć na to, przed czym dziecku zasłania się oczy. Chcę popatrzeć, tatusiu. Lepiej nie. I tak już widziałem. Dobrze.

Chcesz tu zaczekać?

Nie. Zawsze o to pytasz.

Przepraszam.

No wiem, ale zawsze pytasz.

Przed każdą kolejną stroną bohater wyciąga do czytelnika brudną, zgrabiałą od zimna rękę. I pyta, czy pójdziesz z nim dalej drogą. Różnica między nami, a nim jest taka, że my mamy wybór. A jednak nie chciałam zaczekać, chociaż zawsze pytał. Przed zejściem pod ziemię. Przed wejściem do domu. Przed lasem. Przed strzałem, przed ceanem, przed psem. Czy idę dalej. Szłam pół kroku za nimi, zostawiając ślady na szarym śniegu.

~○●○~

A teraz, tatusiu?

Co teraz?

Umrzemy?

Cytaty i fragmenty publikacji za: Droga, Cormac McCarthy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2008

2 uwagi do wpisu “Zsiniałe stopy, zgrabiałe ręce – Cormac McCarthy, „Droga”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s