Definitywnie. Dzisiaj. – Jarosław Grzędowicz, „Hel-3”

Jedną z najważniejszych i najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku, była saga Jarosława Grzędowicza Pan Lodowego Ogrodu. Po jej zakończeniu byłam przekonana, że nic już więcej tego autora nie przeczytam, że efekt pracy dziesięciu lat to dzieło, którego nie mam co porównywać z innymi opowieściami.

A jednak pojawił się Hel-3. I, doskonale zdaję sobie z tego sprawę, będę o nim pisać jedynie poprzez odniesienia do PLO.

W Panu Lodowego Ogrodu Grzędowicz sugeruje ustami jednego z bohaterów, że nie da się uczynić ludzi równymi w szcześciu – można tylko w nędzy. I to w oparciu o takie założenie kreuje swoją wizję przyszłości, gdzie mieszkańcom Ziemi narzuca się ubóstwo i zmusza do wegetacji przed ekranem, bo jedynie w MegaNecie można na chwilę zapomnieć o wymiętej codzienności. Główny bohater, Norbert, to iwenciarz – kręci filmiki, które mają zainteresować i zebrać jak najwięcej polubień. Jednak cały czas po cichu marzy, żeby niosły ze sobą jakiś przekaz i zmusiły kogoś do myślenia. Kogokolwiek.

No i pewnego dnia zmuszają.

W Matrixie Neo dostaje do wyboru dwie pastylki. Wybiera i akcja toczy się dalej. Grzędowicz skrupulatnie odlicza cztery. Dzięki temu po zażyciu pierwszej żyłam w przekonaniu, że zabawa się jeszcze nie kończy. Niestety – w przeciwieństwie do Pana Lodowego Ogrodu, gdzie wszystkie elementy zostały misternie ze sobą splecione, przedstawione i rozwinięte, tutaj sporo mamy niedopowiedzeń. Co więcej – Grzędowicz chyba pokazuje tutaj tendencję do gwałtownego, prawie że mimowolnego aktu stworzenia. Chociaż Hel-3 jest zamkniętą opowieścią, mamy tutaj już cały świat, z jego specyfiką, problemami i przekrojem przez społeczeństwo. Zaskoczyła mnie ta wybuchowa mieszanka, szał tworzenia, dzięki któremu nawet bazując na naszym Układzie Słonecznym autor przenosi nas lata świetlne od dnia dzisiejszego.

Czytając, miałam wrażenie, że czytam jedno z opowiadań Grzędowicza. Gdybyście ułożyli, jeden na drugim, tomy Pana Lodowego Ogrodu, a obok Hel-3, zrozumielibyście, co mam na myśli. Jest to powieść kameralna, brakuje w niej rozmachu, za to z przyjemnością odnalazłam w niej znany mi styl i język, a także parę razy musiałam zastanowić się nad tym, w którą stronę może zmierzać ludzkość. Nawet nie jako społeczeństwo, ale ta ukryta w kaźdym człowieku, ziarno, z którego wyrosną kolejne cywilizacje.

Definitywnie.

Pewnego dnia.

A może dzisiaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s