Jesiennie – Tove Jansson, „Lato”

Ta książka, z pozoru cieniutka i pokryta błonką okładki z biblioteki (co więcej – z filii dla dzieci i młodzieży…) nie dawała mi się przeczytać przez kilka dni. Dopiero zmęczona bezsenność zmusiła mnie, żeby wreszcie obudzić się i wyrwać z tajemniczej, wilgotnej wyspy porosłej mchem. Teraz czuję się, jakbym nareszcie wzięła głęboki wdech.

Ale przynajmniej mogę opowiedzieć, co zobaczyłam tam, gdzie zawędrowałam.

20171105_220328-01.jpeg

Na wyspie, do której przylepiały się wodorosty i ogólnie gdzie się nie stąpnęło, można było się zapaść po kostki w czymś miękkim i niekoniecznie przyjaznym, mieszkała pewna dziurawa rodzina. To była bardzo samotna wyspa, na której trwało jedno jedyne lato. Wilgotne, oddychające morzem. Wcale nie szło od niego ciepłem. Nad morzem zawsze jest zimniej. Mężczyzna całe dnie pracował i właściwie to go nie było, chyba, że trzeba było wyciągnąć z gniewnego morza sieć. Sophie pojawiała się zdecydowanie częściej, ze swoimi zmarszczonymi brwiami i buntowniczo przygryzioną wargą. Ale tak naprawdę kimś, kto przeprowadził mnie przez całe to spuchnięte lato, była tajemnicza babka.

Nie można ufać komuś, kto tylko na wszystko pozwala.

Dla mnie lato (i nawet Lato Muminków!) kojarzy się z ciepłem, ładowaniem akumulatorów, połykaniem słońca na gorąco. Jednak ta pozycja już od pierwszych stron przenika chłodem. To miniaturki życia w samotności, obrazki z dorastania, pytanie i szkice przemijania. Wszystko sklejone ze sobą tak silnie, że czasami trzeba delikatnie oddzielać jedną opowieść od drugiej, jak strony zmokniętej gazety. A klimat każdej opowieści – bardzo charakterystyczny dla Tove, jednocześnie miękki i surowy. Jak ryba.

– Dziwna rzecz z tą miłością – mówiłą Sophia. – Im bardziej się kogoś kocha, tym mniej ten ktoś lubi człowieka.
– Całkiem słusznie – nadmieniła babka. – I co się wtedy robi?

– Kocha się dalej – odpowiedziała Sophia groźnie. – Kocha się coraz bardziej i bardziej.

Babka westchnęła – i nic nie powiedziała.

Książka jest przepełniona bardzo specyficzną mądrością, która obraziłaby się, gdyby ją tak zdefiniować. Niektóre stwierdzenia są złożone z prostych i krótkich słów, a jednak zebrane razem tworzą zagadkę. Zagadkę, której rozwiązanie jest blisko, bliziutko prawdy.

20171105_220235-01

Sophie wychowuje się właściwie samotnie, w świecie, który jej zagraża i w którym wcale nie robi się tylko wspaniałych i dobrych rzeczy. Dziewczynka wypracowuje sobie ochronny system, który ma umożliwić jej przetrwanie na wyspie – która przecież jest jej domem, nieprawdaż? – a jednocześnie próbuje wyrwać się stąd sercem spragnionym tańców do późna w noc albo nowej drogi.

Z kolei babka Sophie… Babka to zupełnie inna, nie do końca sprecyzowana postać i to ona ciągnie na sznurku całą tę historię.

– Narysuj coś strasznego – doradziła babka, bo byłą już naprawdę zmęczona. – Coś najstraszniejszego, co tylko potrafisz, i zajmij się tym możliwie jak najdłużej.

Babka szuka kości. Babka słucha gagli. Babka wie, jak ważne było, żeby nie wstawać zbyt szybko. Babka opowie ci dwie historie o tym, jak zakochana kaczka umarła i w jedną z nich będziesz zmuszony uwierzyć.

Ta postać była przewodniczką po tej książce. To ona wciągnie cię za sobą na wyspę, to ona będzie ci po każdym rozdziale odpowiadać na pytania, których nie masz ochoty zadawać i to ona będzie wlepiać w ciebie ogromne oczy, zanim nie sięgniesz po książkę znowu.

Bardzo dawno temu babka miała ochotę opowiadać o wszystkim, co robiły, ale akurat wtedy nikt o to nie pytał. A teraz ochota minęła.

Babka jest autorytetem dla Sophii, to do niej dziewczynka się zwraca, a nie do swojego taty, ze swoimi wątpliwościami. To ktoś, kto życie ma już za sobą, kto wiele zapomniał, kto przewartościował już niejedno, a który jednocześnie stara się poukładać wszystko w głowie dziewczynki i w pewien sposób ją chronić – każąc jej wchodzić coraz głębiej w muł tego świata, w którym będzie zmuszona żyć.

– Poluj! Rób coś! Bądź kotem!

Lato może nie poruszyć, może nie zaskoczyć, ale nie pozostawia obojętnym. Każe zastanowić się, ile w nas przewrotności, ile w nas dziecka, a ile strachu. Po podliczeniu wyników wychodzi, że w skład procentowy naszego istnienia wcale nie wchodzi przede wszystkim woda.

Przez swoją senność i swoje sztormy, przez nieustanną próbę zrozumienia, co właściwie dzieje się na kartkach książki, zbliżamy się do wilgotnej wyspy ukrytej w środku nas. Czy wzdrygniemy się, gdy wyciągniemy po nią ręce?

– Można sobie wyobrazić, że wszystko, co one potem przeżyły, było o połowę mniejsze, ale też w taki sposób, że do pewnego stopnia odczuwały ulgę, a także, że nic z tego, co robiły, już jakby nie było ich winą.

To był, jak dla mnie, najbardziej przerażający rozdział tej cieniutkiej, ale pękatej książki. Traktat o dżdżownicach. O życiu, śmierci i podziale, który dotyka tak wielu z nas – w rodzinach, w związkach, w przyjaźniach. Wszystko zaś wyrażone jest natłokiem słów dziecka, które na własne oczy widziało, jak dżdżownica jest rozpoławiana i nagle nie ma już jedna, a są dwie tam, gdzie pozornie była całość. Jak w życiu – to, co wydaje się nie do zmiany, nagle – na naszych oczach – rozlatuje się w strzępki. I piszemy własny traktat, żeby to usparawiedliwić, żeby sobie wytłumaczyć… żeby się nie bać.

Wieczór nadawał się szczególnie, by zacząć pisać książkę.

To była jedna z tych książek, które zakłada się nie zakładką, a zasuszonym jesiennym liściem. Taka, którą sączy się przez ledwo rozchylone wargi. Która, im zachłanniej pita, tym bardziej wysusza i budzi pragnienie.

Na pewno coś z niej przylepiło mi się do umysłu. I muszę to uchwycić, zanim zniknie – bo mam wrażenie, że z każdą chwilą oddala się – zgodnie z nocnym wrażeniem babki – w rytm uderzeń serca. A tego rytmu nie można tak po prostu zatrzymać.

– I jesteś też dzielna, bo widziałam, że się boisz. Czy mam o tym powiedzieć tacie, czy też dać spokój?
Sophia wzruszyłą niepewnie jednym ramieniem i spojrzała na babkę.

– Może wystarczysz tylko ty – powiedziała. – Ale możesz przecież o tym opowiedzieć na łożu śmierci, żeby to nie przepadło.

– Cholernie dobry pomysł – odparła babka.

20171106_171319-01.jpeg


Wszystkie cytaty (zaznaczone kursywą) pochodzą z: Lato, Tove Jansson, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2007

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s