Jessie Burton, „Muza”

Pierwsza recenzja w 2018 roku 😀 tytuł jak najbardziej w klimacie noworocznych postanowień, pisania czy jakiegokolwiek innego tworzenia… a przy okazji mamy tutaj zagadkę do rozwiązania.. Zgubił się jakiś obraz? Nie, obraz jak najbardziej jest. Za to mamy mały problem z autorem…

~*~

Sztuka jest integralną częścią życia Odelle. Jednak nigdy nie przychodzi sama: gdy kobieta dostaje pracę w galerii sztuki, w ramach premii zawiera znajomość z tajemniczą Quick. W pakiecie z pewnym interesującym mężczyzną do jej życia wkracza obraz. I nagle wszystko zaczyna łączyć się z historią wojny, namiętności i… kolorami sierry. Ludzie, których poznaje Odelle, zdecydowanie nie mają w zwyczaju mówić więcej, niż uznają za konieczne.

20180102_224526-01.jpeg

Fabularnie Muza jest miniaturką: owszem, chwilę zajmie poukładanie sobie w głowie koligacji rodzinnych bohaterów, ale bardzo szybko można się w tym odnaleźć. Historia, chociaż nieco podzielona, jest bardzo przejrzysta – powieść pozostaje zwarta, dopiero po lekturze (wertując książkę w poszukiwaniu jakiegoś fragmentu) zauważyłam, jak te dwie historie się przeplatają, ile motywów powraca, ile słów zostało wypowiedzianych różnymi ustami, w innych czasach. Zakończenie również jest jednoznaczne, więc Muzy nie będziecie ciągnąć za sobą w bezsenne noce, tylko spokojnie odłożycie na półkę i cienka warstwa szkła wystarczy, żeby nie wkradała się w wasze sny.

20180102_224618-01.jpeg

To, co sprawiało, że przewracałam kolejne kartki (mimo powiek lepiących się jeszcze sylwestrowym niespaniem i zawieruszonych w kącikach oczu drobinek brokatu) był styl autorki. Gdybym miała wybrać książkę, poprzez której słowa wyjaśniłabym niewidomemu, czym są kolory, sięgnęłabym po pasaże o obrazach właśnie z Muzy: opisy farb, światła, kolorów, postaci występujących na tych obrazach są niezwykle żywe i intensywne. Aż sama byłam zaskoczona, że barwne plamy nie zostają na moich dłoniach, jak na opuszkach palców jednej z bohaterek.

Niestety, ta cała kolorowanka, ma też ciemną stronę…

Zażartowałam w obecności Herr Schlossa, że „gdybyśmy rozcięli pana Roblesa na pół, to okazałoby się zapewne, że ma w sobie tęczę”.

Jessie Burton, Muza

No i właśnie to rozkrajanie na pół, jakkolwiek utrzymane w formie mało śmiesznego żartu, trochę mnie miejscami denerwowało. Ale nie na tyle, żeby rzucić książkę w kąt.

20180102_224700-01

Mam wrażenie, że właściwie wszyscy bohaterowie pojawiający się na kartkach Muzy są w pewien sposób niepełnosprawni: cieleśnie, umysłowo, przyszłościowo i przeszłościowo. Albo czegoś im brakuje, albo wpatrują się w posiadaną kończynę, nie do końca pewni, jaki można z niej zrobić użytek, albo ich myślenie jest zniekształcone lub zmiażdżone przez to, co już się wydarzyło… albo dopiero nadejdzie. Z drugiej strony, tylko w tych nieporadnych postaciach może dojść do erupcji – po fabule nie spodziewałam się fajerwerków.

 

20180102_224750-01.jpeg

I ostatnia uwaga: Muza bardzo stanowczo opowiada się po stronie „niedocenianych kobiet”. Pokazuje, jak nie wierzą w siebie, jak są zależne od mężczyzn i źle oceniane. Uwagi tego rodzaju są bardzo męczące, ma się ochotę potrząsnąć okładką, aż literki zsuną się ze strony jak z planszy do scrabble’a.

20180102_224940-01.jpeg

Muza to doprawione niby-detektywistyczną historią rozważania o naturze sztuki. O tym, czym powinna według autorki być. O ocenianiu – na ile cudza ocena ma znaczenie, a ile udziału ma nasza własna opinia. Albo czym różni się twórca od podpisu na dziele. Mimo wszystko, Jessie Burton nie publikuje pod pseudonimem… i chyba zacznę swoje własne poszukiwania: jej nazwiska na jej pierwszej powieści, Miniaturzystce.


Wykorzystane fragmenty: Jessie Burton, Muza, Wydawnictwo Literackie, wydanie I, 2016, tłum. Agnieszka Kuc, ISBN 978-83-08-06235-7

2 uwagi do wpisu “Jessie Burton, „Muza”

  1. Ja właśnie lekturę „Miniaturzystki” planuję od dawna i pewnie po niej zdecyduję, czy sięgnę także po „Muzę”. Ale taki plastyczny styl kusi, tutaj chyba nawet bardziej niż sama historia 🙂

    Polubienie

Odpowiedz na [Kasia] Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s