Ian Tregillis, „Mechaniczny”

Ciebie, jak mniemam, czeka cięższa droga. Lecz stanie się nieco łatwiejsza, jeśli nie będziesz wyglądała niczym chodzący przykład rezultatu podjęcia wyjątkowo złej decyzji.*

Mechaniczne, nakręcane jak zegarek serce. Gdy wodzisz palcem po okładce, prawie czujesz delikatne zębatki i maleńkie śrubki, które przez nieuwagę mógłbyś nawet połknąć. A kiedy zauważysz na swoich palcach krew, nie wiesz, czy to ty skaleczyłeś się o ostrą krawędź… czy też zegarki również potrafią krwawić.

Mechaniczny skusił mnie okładką. Przełknęłam fakt, że była to pierwsza część trylogii (w końcu nie muszę czytać całości), że ilustracje w środku zachodziły na tekst (na e-booku przecież tego nie widać)… a wystarczyło tych sygnałów ostrzegawczych posłuchać i nie wyglądałabym teraz niczym chodzący przykład rezultatu podjęcia wyjątkowo złej decyzji* czytelniczej ;).

Świat, do którego przenosi nas autor, ma w sobie coś intrygującego: ulice wypełnione są maszynami, których życiowym celem jest służba człowiekowi. Ich umysły trzymane są na uwięzi przez tak zwane geas, które obligują ich do spełniania życzeń swoich właścicieli i królowej. Niektórzy traktują ich jak niewolników, inni widzą w nich pierwiastek człowieczeństwa. Ale powiedzcie mi: czy zegarki mogą mieć duszę? Pewnego dnia wszystko jednak wywraca się do góry nogami, gdy okazuje się, że Mechaniczni mają Wolną Wolę i są w stanie się do niej dokopać, na przekór wszelkim obostrzeniom i zaporom konstrukcyjnym… a to przecież jest zupełnie nie na rękę ich twórcom.

Pomysł na świat jest pierwszorzędny. Wystarczy wyobrazić sobie miasto, w którym nieustannie rozlega się tykanie. Gdzie mechaniczne ruchy, zniewolone rozpalającym rozkazem, tak naprawdę dążą ku czemuś większemu. Gdzie dusza jest przez niektórych postrzegana jako część mechanizmu, którym jest ludzkie ciało… Niestety, cały pomysł z każdą stroną rozpływał się w mazistą, nieprzyjemną substancję, której nawet nie ma ochoty się dotykać. Myślę, że po prostu zabrakło w nim… odrobiny poezji. Może to brzmi naiwnie, w końcu mówimy o mieście napędzanym siłą Mechanicznych, o horologach i nakręcaczach, o Nadleśnictwie i soczewkach… ale przecież język stwarza tyle możliwości, żeby z tego świata wydobyć tajemniczość, skomplikowaną jak mechanizm zegarka, który tylko na pozór zajmuje się jedynie tykaniem. Autor chyba jednak przestraszył się tych możliwości i poszedł po najmniejszej linii oporu: jego postacie częściej rzucają wulgaryzmami, niż biorą oddech. Jest to o tyle męczące, że w ogóle nie nadaje powieści charakteru, a jedynie utrudnia wyłuskanie akcji właściwej.

Tregillis zaryzykował jedno posunięcie, które chyba wyszło mu najlepiej w całej powieści: stworzył równoległy świat należący do Mechanicznych. Zniewoleni, nie mogą podejmować własnych decyzji, ale wymyślili swoją własną rzeczywistość, w której porozumiewają się brzękami i tykaniem. Tam nawiązują znajomości, wymieniają plotki, a nawet żartują ze swoich ludzkich właścicieli. W ten ich oderwany świat wdzierają się jednak konstrukcyjne założenia: wszystkich łączą więzy niewolnictwa, zlepieni są ze sobą w Wielkiej Synchronizacji, z której nie ma ucieczki… i w każdej chwili, wbrew sobie (chociaż o czym tu mówić, skoro… skoro nie ma Wolnej Woli?), mogą stać się swoimi wrogami.

Główny problem poruszony w Mechanicznym (ale oczywiście nierozwinięty i tylko lekko zadrapany z wierzchu), to kwestia wolnej woli. Nie jest to przedmiot rozważań tylko i wyłącznie ludzi, ale sami Mechaniczni zastanawiają się nad tym, jak to może smakować… i jak sobie z tą wolnością potem poradzić. Jeden z najsilniej prowokujących refleksję fragmentów to rozmowa pastora z horolożką, gdzie jedno broni wolnej woli klakierów, a drugie poddaje w wątpliwość nawet tę (ponoć) przypisaną z przyrodzenia gatunkowi ludzkiemu. Czy zegarek jest niewolnikiem? Gdzie znajduje się dusza? Czy można coś komuś w miejsce duszy wepchnąć? Niestety, wszelkie rozważania pozostają teorią, bo chociaż autor stara się popychać uwolnionego Mechanicznego do podejmowania trudnych decyzji, maszyna nie ma zielonego pojęcia, co z ze swoją Wolną Wolą zrobić.

Czytając Mechanicznego, zdałam sobie sprawę, że na tę kwestię można spojrzeć z zupełnie innej, mniej radykalnej strony. Czy przypadkiem my sami nie narzucamy sobie nawzajem, naszym bliskim albo przypadkowo spotkanym ludziom czegoś w rodzaju geas? Tylko motywacje i środki nacisku różnią się w zależności od człowieka, ale problem wpływania na cudze wybory pozostaje. Jak daleko sięgają granice naszej i cudzej wolnej woli? Czy wolno nam podjąć decyzję za kogoś, dla jego własnego dobra?

Wypadałoby się może przyznać, że ostatnią przygodówkę czytałam dość dawno (chyba było to Heaven Christopha Marziego). Pomyślałam, że wystarczy się przestawić na tryb śledzenia wartkiej akcji, podśmiewania się z mniej ambitnych dialogów i ogólnie darowania sobie głębokiej refleksji nad Wszechświatem i całą resztą. Niestety, Mechaniczny pozostaje dla mnie zdecydowanie zbyt mało ambitny, żeby sięgnąć po drugą część, a nawet po to, by kiedyś do niego wrócić czy komukolwiek polecić. Z kolei nie uważam go za odpowiednią lekturę dla dzieci i młodzieży, bo jednak wycinanie mózgu, odrąbywanie rąk i przerabianie ludzi na maszyny, a maszyny na inne maszyny w wielkiej Kuźni jest zbyt brutalne, nawet ukryte pod powłoką tak intrygującej maszyny, jaką jest mechaniczny świat.

I niech jego mechaniczne serce tyka, póki jest nakręcone. Nawet najlepszy mechanizm kiedyś ma swój koniec.

Tak, jak najnudniejsza nawet książka.

 


*Źródło cytatów: Mechaniczny, Ian Tregillis, Wydawnictwo SQN 2016, tłum. Bartosz Czartoryski

2 uwagi do wpisu “Ian Tregillis, „Mechaniczny”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s