Paul Morand, „Czar Chanel”

Mała czarna. Niektórzy myślą tak o sukience, którą każda kobieta powinna mieć w szafie. Dla innych to intensywna kawa, której nie zmiękczamy odrobiną mleka, a którą każda kobieta powinna  rano wypić. Książka, o której dzisiaj opowiadam, znajduje się gdzieś pomiędzy – zostawia intensywny smak w ustach, pozostając jednocześnie na wskroś przesiąknięta elegancją.

Bonjour, Coco.

 

Szukałam książki, dzięki której będę mogła porozmawiać z Chanel, pozwolić jej opowiedzieć swoją historię swoimi słowami. Nie chciałam wysuszonych jak zapomniane kwiaty faktów, nie chciałam wspomnień najbliższych, którzy przecież nigdy nie zrozumieją duszy indywidualisty. Chciałam historii człowieka, kobiety i mody na jeden haust. Przysiadłam do tej książki w jakąś leniwą niedzielę, z obietnicą nie tylko interesującego tekstu, ale też niezwykle klimatycznej oprawy graficznej… i dosłownie wbiło mnie w fotel.

Tytułowy czar Chanel polegał nie na wysublimowanej kobiecości, nie na zanurzeniu się w rozkoszny świat mody, ale na niezwykłej brutalności – wobec świata i wobec siebie. Słowa Chanel bardzo często są dosadne, przez wyrzucane z siebie zdania przebijają się niezwykle silne emocje. Historia jest zwarta, czułam się bezpośrednio skonfrontowana z Coco, jakby mówiła do mnie, jakby to właśnie mnie prowokowała. Jakbym rozmawiała z żywą osobą. No, może nie do końca rozmawiała, bo Chanel przez te kilka godzin lektury nie dała mi dojść do słowa.

Bo też Coco, chociaż tworzyła dla kobiet i to w sposób, który doskonale wpisywał się w pragnienia i potrzeby płci pięknej, pozostawała indywidualistką, i to zdolną do najostrzejszej krytyki. Chanel ocenia, krytykuje, wypomina. Nie wybacza. Tak, jak wysokie obcasy nie wybaczają potknięć, intensywnie czerwona szminka wyjścia za linię ust.

Samotnie jest być innym, ale z tego wynika oryginalność, za którą dopiero podążają inni. Za cudzymi krokami odwagi (nawiasem, kiedyś słyszałam, że odwaga jest jedną z cech, na podstawie której najchętniej ludzie uznają cudzy autorytet) można już przecież iść bez lęku, bez wystawienia się na pośmiewisko. A Chanel miała wystarczająco samotności i siły, żeby tworzyć, i osiągnąć sukces. Naprawdę polecam Czar… kobietom, które wciąż za nim gonią. Chanel taki sukces odniosła i była tego świadoma. I jej percepcja, jej komentarz wydarzeń, które do niego doprowadziły, ocena własnych dokonań daje do myślenia.

Ani na stronę nie da się zapomnieć, że czytamy historię kobiety. Kobiety pragnącej, kobiety wiecznie czegoś szukającej, kobiety ambitnej, kobiety niezdolnej do niektórych rzeczy i świadomej tego. Kobiety, która sięgnęła po świat.

Wracając do wydania – naprawdę ogromną rolę odgrywają tutaj ilustracje. Ale ja chyba mam słabość do francuskiego klimatu 😉 zamazane kontury, plamy tuszu – aż ma się ochotę sprawdzić, czy nic nie zostało na opuszkach palców. Twarze i sylwetki, kilka zamaszystych i ledwo czytelnych podpisów w języku Moliera.

Czerń.

Au revoir, Coco. Bo na pewno jeszcze w jakiś sposób się spotkamy, czy to w zapachu, który ochrzciłaś swoją szczęśliwą liczbą, czy to usiłując stworzyć coś swojego, na co nie odważył się jeszcze nikt na świecie. A może po prostu gładząc czarny materiał sukienki przed niezwykle ważnym wieczorem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s