Kristin Hannah, „Wielka samotność”

Zamknij oczy, stwórz sobie małą namiastkę pustyni – lodowej, kamiennej, piaszczystej, nieistotne. Kogo widzisz tam ze sobą, dookoła siebie? Tak jakoś zaskakująco wychodzi, że często otoczeni jesteśmy nie tymi osobami, z którymi najchętniej wędrowalibyśmy przez pustkę…

Len jest już przyzwyczajona do nieustannych przeprowadzek, zmiany środowiska, poczucia obcości… a teraz zapewne będzie jeszcze trudniej, bo zbieg okoliczności sprawia, że kolejnym miejscem pobytu będzie Alaska. Punktem, wokół którego kręci się cała jej historia jest ojciec, weteran wojny w Wietnamie, który nie jest w stanie poradzić się ze swoją przeszłością, nie jest w stanie zbudować sensownej przyszłości. Brzmi pospolicie? Problem w tym, że ojciec nie odpowiada jedynie za swoją przyszłość, ale i swojej rodziny. A skoro nie zamierza wprowadzić w życie zmian… może najłatwiej byłoby problem zawiązać na supełek i nosić przy sobie, ukryty przed światem?

Na Alasce nie przeżyjesz, jeśli nie nauczysz się polować. Jeśli jednak taka filozofia odnosi się również do związku, robi się naprawdę groźnie. Relacja rodziców Len przypomina relację myśliwy/ofiara. Być może sam problem jest nieco przerysowany i wyostrzony przez wielką pustkę Alaski, ale czasami powieść musi wziąć pod soczewkę coś, co w codzienności często chowa się pod zapłakaną poszewkę. Z każdą stroną zmarszczka na czole się pogłębia, gdy okazuje się, że naprawdę tym ludziom potrzeba katastrofy, żeby doszło do rozmowy, obietnicy działania (do egzekwowania realizacji komuś zabrakło siły i odwagi)… a potem i tak kończy się usypianiem problemu albo ucieczką. Szkoda tylko, że w niewłaściwe miejsca.

Najgorsze jest to, że przy braku woli i siły odcięcia się od toksycznego związku (w którym przecież też mogą następować dobre, radosne chwile, poza tym człowiek podświadomie obawia się porzucenia i wykluczenia z tego najmniejszego środowiska, jakim jest rodzina) będzie on pożerał nie tylko kobietę i mężczyznę, ale też ich bliskich, ich dzieci, ich środowisko. Może to jest problem samotnych ludzi, może uważają, że próba pomocy wiąże się z ingerencją w nich i destrukcją ich wewnętrznego świata, jakkolwiek przerażający by nie był. Ale należy do nich, prawda?

****

Alaska też jest bohaterem całej opowieści. Owszem, mam wrażenie, że cała wojna w Wietnamie i Alaska mogłyby zostać zastąpione przez dowolną inną wojnę i miejsce, gdzie do szkoły chodzi szóstka dzieci, ale jej surowy klimat, strzępy mięsa, woda i góry zabijające nieostrożnych, zaburzone proporcje dnia i nocy zamykają nas razem z bohaterami w śnieżnej kuli, przez szybki której niby wszystko widać, ale nie można wyciągnąć ręki i dotknąć tego innego życia, a już na pewno nie wziąć w nim udziału. Na zawsze przywiązani do siebie. A jeśli jest się przywiązanym w tak samotnym miejscu, jak Alaska, prędzej czy później dowiemy się, kto na co czeka i na co się przygotowuje.

Ojciec Len szykuje się na armagedon i bliżej nieokreślony koniec świata.

Jej matka czeka na polepszenie swojej relacji z mężem.

Ciekawe, kto ma większe szanse, by ostatecznie wykrzyknąć: a nie mówiłe/am?

****

Nie zamierzam unikać porównań do Słowika i, pomimo tego, że Wielka samotność jest konstrukcyjnie lepsza, wciąż niektóre skłonności autorki przez pierwsze dwieście stron wymagają zaciśnięcia zębów i brnięcia, jak przez śnieg. Przede wszystkim wciąż mamy aspekt feministyczny (ile razy można powtarzać, że prawo jest strasznie nieprzychylne kobietom? Czy przeczyta to ktoś, kto ma na to wpływ? Niech lepiej pokażą to wydarzenia w książce, co całkiem dobrze się sprawdza bez zbędnych podkreśleń), ale dzięki temu powstały naprawdę fajne postacie kobiece. Denerwująca jest oczywiście nieustanna moralizatorka, że alkoholizm i palenie to zło, a wszystko da się załatwić, jeśli w odpowiednie ręce pójdzie odpowiednia ilość hajsu. Fajnie wiedzieć.

****

Wydaje mi się, że uciekanie od „wielkiej samotności” jest bardzo popularne nie tylko w rodzinach, ale ogólnie w naszej codzienności. Gdyby było inaczej, prawdopodobnie pozjadalibyśmy się nawzajem – bo każdy nosi w sobie coś groźnego, co musi codziennie na nowo usypiać, żeby dało się jakoś funkcjonować w godzinach pracy czy szkoły.

Tylko co zrobić, kiedy samotność przyjdzie do nas sama, przysiądzie się, obejmie kościstymi ramionami i zapyta, nie luzując uścisku:

t ę s k n i ł e ś?


Kristin Hannah, Wielka Samotność, wyd. Świat Książki, Warszawa 2018

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s