Piotr Pustelnik, Piotr Trybalski, „Ja, pustelnik. Autobiografia”

Jeżeli wokół zimno – albo po prostu wysokość – rozkładają człowieka na czynniki pierwsze, nagle spirala zawija się głęboko w siebie. Niektórzy szukają towarzystwa, wsparcia, zagłuszenia, wesołych rozmów, które zluzują ten ucisk, wyciągając koniuszki w różne strony. Inni w ten sposób zwijają emocje w kłębek, żeby mieć je blisko, taka osobista centralizacja krążenia.

Niektórzy to pustelnicy.

~*~

Zupełnym przypadkiem autobiografię zdobywcy Korony Himalajów nie przeczytałam, tylko przesłuchałam, czując się, jakbym została zaproszona na długie wieczory opowieści, historii, w których czasami dzieje się tyle, że gubię daty, nazwiska i wysokości nad poziomem morza, a czasami to opis prawie bezczynnych dni wyczekiwania. W kilka chwil mogłam znaleźć się na szczycie, którego zdobycie poprzedzały długie przygotowania. I zanurzyłam się w ten świat, czekając na swoją własną podróż.

W centrum całej tej opowieści, w której osobne miejsce zajmuje i rodzina Piotra, i jego wspomnienia z dzieciństwa, i zmagania z pracą czy codziennością, znajdują się góry. Jest to centrum groźne, czasami odmawiające wstępu, kiedy indziej otwierające się zupełnie nieoczekiwanie. A jednocześnie, chociaż raczej nikt tu nie rozwodzi się nad ich poezją, chociaż czasami trzeba z pokorą zatrzymać się przed ich potęgą, w słowach Piotra jest radość, jest zachwyt, jest pragnienie gór. Determinacja. A poza tym jakaś wyczuwalna pogoda ducha, która sprawia, że opowieści niosą ze sobą też ciepło i dostrzeganie zwykłych, pięknych wartości, które znaleźć można nie tylko osiem tysięcy metrów nad poziomem codzienności.

W tej rozmowie przeplatają się nazwiska, które w pewnej chwili stały mi się wręcz znajome, jakbym mogła spotkać tych ludzi na osiedlu czy w autobusie i pomachać ręką (ze wszystkimi nieodmrożonymi palcami). To niezwykłe, jak ludzie, których ciągnie w górę, którzy muszą i chcą radzić sobie z samotnością, potrafią budować zespoły, tworzyć drużyny, wspierać się nawzajem, rezygnować albo ryzykować… i jak cierpią w sobie i za siebie nawzajem. Bo góry pożerają, to sport ekstremalny, bez względu na to, czy opatulimy go szalikiem i przysypiemy pudrem śniegu jak pocztówkę na Boże Narodzenie.

Piotr urodził się wcześniakiem. Z wadliwym sercem. Schorzeniem, które nie dość, że powinno trwale go wykreślić na wszelkich kartach zapisów, dokumentach i oświadczeniach lekarskich, to jeszcze zakorzeniło się wygodnie w głowie jego i jego znajomych. Przeciętniak. Nigdy nie zajdzie wysoko, nie w tę stronę. Chłopiec, który może umrzeć.

Rzeczywiście, wiele razy miał okazję urzeczywistnić tę groźbę. Ale, paradoksalnie, dzięki sile i wytrwałości, tego, że góry nosił zawsze w sobie, żyje. I nawet wlazł całkiem wysoko.

Ale zapłacił za to inną cenę.

Góry to nie jest tani sport.


Piotr Pustelnik, Piotr Trybalski, Ja, pustelnik. Autobiografia, Wydawnictwo Literackie, 2018

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s