John Galsworthy, „Saga rodu Forsythe’ów”

Czasami aż czuję to jak uderzenie w twarz, gdy przypomnę sobie, jacy ludzie przewinęli się przez moje życie. Niektórzy byli (i są) niesamowici, cały czas zaskakują mnie swoją wyobraźnią, pomysłowością i życzliwością. Ale są i tacy, których zdjęcia chciałabym podrzeć na strzępy i spalić, wciąż nie mogąc zrozumieć, jak w ogóle nasze drogi mogły się skrzyżować.

Saga rodu Forsythe’ów to coś więcej niż galeria zdjęć. Miałam wrażenie, że gdy tylko się odwracam, bohaterowie podnoszą się ze swoich okładek i spoglądają na siebie – ze smutkiem? z żalem? z nienawiścią…? Ale chyba przede wszystkim – z niezrozumieniem.

Wchodził do bramy (…) z mocnym postanowieniem, że będzie się czuł nieszczęśliwy.

A ja podchodziłam do tej książki z mocnym postanowieniem, że będę nią zachwycona. I już od chwili, gdy zobaczyłam okładki, byłam pewna, że tak się stanie… i kiedy ją zamknęłam, wiedziałam, że nigdy nie wyparuje z mojego serca. Przede wszystkim ze względu na bohaterów. Intryg i wątków jest tutaj sporo, ale główna toczy się wokół pewnego nieszczęśliwego małżeństwa i pewnego przepięknego domu… Soames widzi, że jego żona nie wywiązuje się do końca ze swoich obowiązków, jednak gdy – zapewne przez przypadek – ich spojrzenia się spotykają, nawet w jego wyrachowanym umyśle musi pojawić się ta niewygodna myśl, że patrzy w oczy przerażonemu zwierzątku. Przełyka to jednak, pewien, że do pewnych rzeczy po prostu trzeba się przyzwyczaić, a za wszelką cenę nie należy dopuścić do skandalu. Pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi na myśl, to męska wersja Dumy i uprzedzenia (a potem – Lalka Bolesława Prusa, ale też w zwierciadle). Męska – nie tylko ze względu na liczne i bogate charaktery mężczyzn, ale i dlatego, że ta opowieść jest bardziej okrutna, bardziej naturalna niż perypetie pięciu sióstr Bennet. Nie ma tutaj dobrych i złych bohaterów, sądy społeczeństwa i wychowania często zostają przez autora przyjęte literacką ripostą, której, przyznaję, nie spodziewałam się po książce z tej epoki. John Galsworthy wykazuje się tak niezwykłą przenikliwością, że wszelkie uwarunkowania kulturowe, finansowe, a nawet zwyczajnie konsekwencje decyzji bohaterów przedstawiają się zupełnie inaczej w zależności od tego, z jakim sercem czytelnik jest odbiorcą tych słów.

Jednak nie tylko postacie zrobiły na mnie wrażenie, ale też cały niesamowity klimat Sagi. Kiedy byłam młodsza, wystrzegałam się wydłużających się w nieskończoność opisów, a i teraz mam co do nich duże wymagania. Ale tutaj p i ę k n o jest jakby jeszcze jednym bohaterem wydarzeń, odgrywa swoją rolę. Chociaż nie mówi ani słowa, widzimy je cały czas, stojąc obok każdego z bohaterów, z najróżniejszych perspektyw. Nie ma tutaj sztucznie nadmuchanej poezji, bo obok Piękna występują także Cierpienie i Śmierć, które trwać będą długo jeszcze po śmierci ostatniego z Forsythe’ów.

Mimo tego, że książka napisana jest w sposób miejscami bezpośredni, ale z zasady delikatny, mówi o niezwykle trudnej prawdzie życiowej (czy na pewno prawdzie? Może tylko ja i garstka osób o imionach rozpoczynających się na spółgłoski tak myśli?) – o tym, że nie posiadamy ludzi. Dla niektórych być może sprowadzi się to do kontemplacji samotności albo egoizmu czy innej manii posiadania… ale dla mnie to było w pewien sposób podrażnienie duchowego naskórka. Przez mój umysł przepływało mnóstwo myśli… a raczej wspomnień… a przez ciało jakieś sygnały i drżenia, chociaż bez konkretnych słów. Zastanawiam się, czy to w ogóle można drugiemu człowiekowi wytłumaczyć, czy, jeśli tego nie wie, to nigdy nie zrozumie. A dłonie, oczy i serca będą krwawić.

Dawno nie czytałam książki tak powoli. Oczywiście powody były przeróżne, ale też dlatego, że po prostu dobrze mi się ją czytało. Na spokojnie. Dawno nie miałam też ochoty pozaznaczać absolutnie każdej linijki… dlatego, że tworzyły tak piękną całość. Nie zaznaczyłam oczywiście nic, książka jest zbyt piękna, by dotykało ją coś więcej, niż nieubłagany czas, życzliwe dłonie i głodny wzrok… i traktuję to jako osobiste zaproszenie do ponownej lektury za kiedyś.

Bo już za nimi wszystkimi tęsknię. I domem z najpiękniejszym widokiem w tamtej części Anglii.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s